On Tour, czyli wycieczka po Podlasiu Citroenem C6

"Jeżeli ktoś zapyta ile trwa podjęcie decyzji o zakupie"

1 z 616 Citroenów C6 w tej konfiguracji (silnik + skrzynia biegów), który posiada dodatkowo koniakową skórę i kolor karoserii Bleu Mauritius (to już nie wlicza się w powyższe statystyki), to zadaje niewygodne pytanie, na które staram się zwykle nie odpowiadać. To jest właśnie ten samochód, który przewyższa kryteria z listy „mieć kiedyś chociażby na chwilę”! I żeby tego było mało…. testy nowych samochodów dają dużo frajdy, ale proces ich zakupu można porównać z wyborem „distance&time” w opcjach wyboru trasy nawigacji. Zagadnienia wyboru opcji za które chcemy zapłacić, lub nie, podczas konfiguracji swojego nowego samochodu, są po prostu zwykłą, nudną analityką!

Kupując samochód używany mamy ograniczony wybór, a zakup jest pewnego rodzaju ruletką.
Nie mam tu na myśli ruletki w kontekście stanu samochodu – ten najczęściej związany jest z niską ceną, kiedy niewiadomą jest to czy wybrniemy z powstających problemów. Używając określenia ruletka mam na myśli przede wszystkim możliwość „trafienia” konfiguracji, która pojawia się na rynku. To zdecydowanie dodaje dodatkowych emocji!

Jeżeli test to przejażdżka pozwalająca określić właściwości pod kątem parametrów (wciska w fotel, wybiera nierówności, jest nowoczesny, wyzywający, nudny czy standardowy), to na tym etapie przestańcie czytać, bo dla mnie samochód to emocje. To określenie czy samochód do Ciebie pasuje czy nie. To nieświadome spojrzenie, kiedy parkujesz samochód i z jakiegoś powodu patrzysz na niego. A to czy pasuje? Raz możesz chcieć założyć bluzę, a raz garnitur. Nie wszystko do wszystkiego pasuje. Mieć jeden samochód? Nie umiem sobie nawet wyobrazić!

C6 to samochód do crusingu. Do eleganckiego przemieszczania się. Klasyczny, ponadczasowy, futurystyczny, zaskakujący! On pasuje do wszystkich zabytków, pasuje do przyrody, jest industrialny… ale na pewno nie spod bloku do sklepu!

Na test wybraliśmy Podlasie, bo to nie tylko samochód generuje emocje – droga również!
Z kronikarskiego obowiązku nadmienić trzeba, że drogę ekspresową z Warszawy do Białegostoku można pokonać z dowolną prędkością i nie robi to wrażenia na samochodzie, ale uważam, że nadmierna prędkość jest po prostu obciachowa i nie przystoi.

Parkujemy pod hotelem, idziemy na kolację, a potem robi się mniej oficjalnie… ale czy to na pewno ma być tylko o samochodzie?
Pojechaliśmy na Podlasie, bo wiedzieliśmy, że jest to miejsce, które nie zaskoczy nas brakiem przygód. Wiedzieliśmy, że są tu piękne krajobrazy, otwarci ludzie i wielokulturowość!
Jeżeli myślicie, że kryterium wielokulturowości spełniają duże miasta, to zdecydowanie popełniacie błąd, bo ta wielokulturowość naszych miast ma dosyć krótkie tradycje. Byłyby dłuższe, ale pewien nieudolny malarz z Austrii przerwał w nas coś co wcześniej bylo normą. Także jedźcie na Podlasie, gdzie naprawdę można poczuć ducha tak bardzo różnorodnej Pierwszej, Drugiej i Trzeciej Rzeczpospolitej!
Do tej wycieczki mieliśmy bardzo ważne spotkania w minione wakacje. Zwiedzając Macedonię odwiedziliśmy meczet, w którym spontanicznie zaprzyjaźniliśmy się z muzułmaninem Dino. On oprowadził nas nie tylko po swoim miasteczku, ale po swojej religii i realnym życiu w Macedonii. W Bułgarii natomiast czekał na nas przyjaciel Mimo, z którym po wielu latach spotkaliśmy się, a wzajemnie poznawanie kultur bez rozmowy o religii jest nacechowane błędem merytorycznym. Szczególnie jeżeli rozmówcą jest fundator rodzinnej cerkwi (tak, ta historia przypomina realia sarmackiej Polski).
Mając na uwadze to co wyżej, czyli wolny weekend, samochód i Podlasie, pytanie było tylko o poziom szczęścia po powrocie. Ceramiczna miska ręcznie robiona i masa wspomnień to bilans tych dwóch dni. A co nas spotkało?

W Kruszynianach znajduje się meczet, który ma formę inną niż wszystkie inne na świecie. Został wybudowany przez lokalnych fachowców, którzy na zlecenie naszych muzułmanów budowali zgodnie z wytycznymi, ale na powstałęj formie kończyła się ich wyobraźnia. Naszych muzułmanów? Polaków-muzułmanów? Na pytanie czy czujecie się Polakami, Pan Dżamil odpowiada zdecydowanie: „nie czujemy się, bo po prostu jesteśmy”. Jak Tatarzy trafili na ziemie polskie? Służyli jako wojsko najemne. Król Polski w pewnym momencie nie miał czym im zapłacić, więc nadał ziemie i przywileje. To była szlachta, więc jednocześnie najlepiej wykształcona grupa społeczna w regionie. Na lokalnym cmentarzu (mizarze) najstarszy grób jest z 1699 roku. Ze spacerów po cmentarzu dowiecie się, że Mustafa to po polsku Stefan.

Na stronie https://kruszyniany.com.pl/zwiedzanie jest telefon do Dżamila, który Wam o tym opowie na żywo. Ta opowieść jest dodatkowo barwna z tego względu, że Pan Dżami zaciąga „po lokalnemu”. Do zapamiętania z wielokulturowości jest to, że lokalni muzułmanie mają negatywne („teologicznie”) skojarzenia z ogniem. Świec na cmentarzu się nie pali, ale „jeżeli sąsiad w dobrej wierze zapali na muzułmańskim cmentarzu świecę to nikt jej nie zgasi” – relacjonuje nasz przewodnik. Przy okazji warto spytać o bitwę na Kosowym Polu, bo ten temat jest niezwykle ciekawy. Ja z kolei polecam Wam książkę “Istota Islamu” – Seyyed Hussein Nasr. Jeżeli uda wam się ją gdzieś trafić to zapewniam, że co strona będziecie przecierać oczy ze zdziwienia poziomem własnej niewiedzy. Obok meczetu jest muzeum (wstęp darmowy), w którym zobaczyć można wystawę o lokalnej społeczności i jej udział w Wojsku Polskim. Lokalne jedzenie? Proszę bardzo – wszystko w Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej Tatarów Polskich w Kruszynianach https://centrumkruszyniany.pl

Powyżej mamy wycinek z kultury regionu, ale brakuje innych kultur! Trochę prawosławia? Proszę bardzo!
Możemy oczywiście jechać wg. wskazówek przewodnika Pascala z 1998 roku do Supraśla (i nie będzie to czas stracony), albo szukać innych przygód….
Kraina otwartych okiennic jest względnie nieznana, a tło historyczne poruszające. Odsyłam do opracowań o Bieżeństwie (czyli wywołanym propagandą carską eksodusie ludności). Kraina otwartych okiennic to wsie Trześcianka, Puchły i Soce. Sposób zwiedzania jest prosty – parkujecie samochód we wsi i idziecie na spacer. To nie zajmuje dużo czasu, ale bardzo „resetuje” – jesteście w innym świecie (szczególnie w Soce). My byliśmy w cerkwi w Puchłach. Nieumówieni, przypadkowo spotkaliśmy duchownego, który zaproponował nam wejście do świątyni którą otworzył długim na około 30 centymetrowym kluczem. Wewnątrz zrobiło to spore wrażenie, szczególnie w zestawieniu z wyjaśnieniami sensu liturgicznego poznawanych symboli. Zwróćcie uwagę na przenikanie kultur – dywany na podłodze!
Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, bylibyśmy mądrzejsi. Zatem zostawiamy Wam kontakt, żebyście to Wy byli mądrzejsi: https://www.facebook.com/puchly

Tolerancja to poszanowanie poglądów i nic więcej, a tu jest coś więcej! Chęć wspólnego poznania i dzielenia się swoimi przekonaniami i otwartość drugiej strony na to poznanie należy nazwać zdecydowanie inaczej. To jest relacja na wyższym poziomie. Wchodzę trochę w tematy ekumeniczne, ale właśnie taki jest ten dialog, który realizujemy wszyscy. Zostaliśmy zaproszeni na liturgię w Puchłach i na pewno na nią kiedyś wrócimy. I nie jest to pierwszy raz, bo już kiedyś zostaliśmy zaproszeni na liturgię grekokatolicką w Lubaczowie… ale to na inną opowieść, na kiedyś…

I gdzie w tym wszystkim C6? Samochód sprawił, że każdy przejazd był przyjemnością. Wynik z trasy to 660km, średnie spalanie 7,5 l/100km. Dynamika przy wyprzedzaniu 70-100 km/h wywoływała uśmiech, ale to przede wszystkim miłe kołysanie leniwie pofałdowanych dróg sprawiało przyjemność. Oczywiście nijak można porównywać automatyczną skrzynię biegów do dzisiejszych ośmiostopniowych automatów. Silnik jest mniej efektywny niż dzisiejsza flagowa hybryda PSA. Brak aktywnego tempomatu, systemu prowadzenia po pasach ma swoje wady i zalety. Po pierwsze samochód nie jest nowy i można się cieszyć jego „manualnością”, a po drugie ma wszystko to, co potrzebne jest do przyjemnego podróżowania. Wersja 2.2 Hdi dodaje jeszcze poczucie bezpieczeństwa pod względem awaryjności.

Słowem żyj, ciesz się, odkrywaj, podróżuj, a z C6 szczególnie!

PS: W galerii znajdziecie zdjęcia z relacjonowanej podróży, ale jako suplement załączamy zdjęcia z meczetu w Tetovie i cerkwi w Sofii. W Soce znajduje się prywatne muzeum. My nie byliśmy, ale doświadczenie wskazuje, że zapewne traficie na pasjonata i będziecie bardzo zadowoleni.